*Perspektywa Katherine*
Wyjmując z szkolnej szafki książki usłyszałam dzwonek. Sala biologiczna znajdowała się na drugim końcu korytarza, musiałam się spieszyć. Spuściłam wzrok na podłogę, by nie zwracać uwagi na wyśmiewające mnie spojrzenia innych uczniów. Przyspieszyłam kroku. Już byłam w połowie drogi, gdy nagle wszystkie książki wypadły mi z rąk, a ja sama nie upadłam na podłogę. Podniosłam wzrok i ujrzałam wysokiego chłopaka.
- Wszystko ok? - zaczął podnosić moje rzeczy nie spuszczając ze mnie wzroku. Schyliłam się i zaczęłam zbierać książki.
- Tak, wszystko okej. - spojrzałam przez chwilę na niego i szybko wróciłam wzrokiem na książki. Chłopak podał mi książki i wyciągnął do mnie rękę.
- Liam. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam uścisk dłoni.
- Kitty. Przepraszam, ale śpieszę się. - chłopak pomógł mi wstać. Szybko ruszyłam nie odwracając wzroku. Byłam już pod drzwiami, odwróciłam się. Brunet nadal stał w tym samym miejscu patrząc się na mnie i szeroko uśmiechając się. Pomachałam mu i weszłam do klasy. Na szczęście nie było jeszcze nauczycielki i wszyscy byli pochłonięci sobą, nawet nie zauważając, że weszłam do klasy. Wzrokiem wyszukałam Bruke i szybki krokiem ruszyłam w jej stronę.
- Patrzcie nasz kujonek się spóźnił - krzyknięcie rozniosło się po całej sali i nagle wszystkie rozmowy ucichły. Wszyscy patrzyli na mnie szeptając.
- Odezwał się ten co nawet pierwszoklasistki nie wyrucha. - powiedziała blondynka z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Już nikt nie zwracał uwagi tylko śmiał się z chłopaka, który robił się coraz bardziej czerwony z wściekłości.
- Pożałujesz tego! - wstał i już chciał się na nią rzucić, lecz ktoś mocno go popchnął. To, że blondyn upadł nie było tak zaskakujące niż to, że siła popchnięcia przewiała go na drugą stronę sali. Przeniosłam wzrok ze Stana na wysokiego chłopaka, który go popchnął.
- Spróbuj podnieść rękę na jakąkolwiek dziewczynę w tej szkole lub w moim pobliżu, a poharatam ci tą robioną przez chirurga facjatę, że już żadna na ciebie nie spojrzy. - patrzył na niego z pogardą. Poszkodowany szybko się podniósł, a w jego oczach można było zobaczyć przerażenie usiadł w ławce i już się nie odzywał. Lecz wysokiego bruneta to jeszcze bardziej wkurzyło. Podszedł do niego i jedną ręką łapiąc go za koszulę podniósł go tak wysoko, aby ich wzrok był na tej samej równi.
- Teraz przeproś obie panie, buraku. - splunął mu w twarz. Nadal trzymając chłopaka w powietrzu odwrócił go w moją stronę.
- Przepraszam... - wyszeptał chłopak , był bliski płaczu.
- Głośniej! - wrzasnął zielonooki.
- Przepraszam. - powiedział już nie co głośniej. Następnie przekręcił go w stronę Ja
kie.
- Przepraszam. - powiedział już płacząc. Brunet go puścił i usiadł w ostatniej ławce obok Liamam, który nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi na to co się przed chwilą wydarzyło. Będąc jeszcze w wielkim szoku usiadłam obok Bruke, która tak samo jak ja nie potrafiła dojść do siebie. Stanley szybko się podniósł z podłogi i usiadł na swoim miejscu w ciszy.
- Przepraszam was za spóźnienie. - do sali weszła zadyszana nauczycielka i wszyscy nagle zapomnieli o całej sprawie. To co roku : jedni słuchaj, drudzy udają, że słuchają, trzeci zajmują się czymś całkiem innym. lekcje mimo wszystko zleciały szybko i zanim się obejrzysz już było blisko końca ostatniej godziny.
- Idziemy gdzieś po szkole? - spytała przyjaciółka.
- Okay, tylko wiesz, że najpóźniej mogę do 18
- Ech, wiem... W weekend miałam jechać do babci, ale przekonałam mamę, żebym ci pomogła. - uśmiechnęła się.
- Serio? Dziękuję ci bardzo.
- Nie mogę cię teraz zostawić w takiej sytuacji. - w szkole rozległ się dzwonek.
* * *
W 5 minut wróciłam do domu, zresztą jak się mieszka 2 przecznice od szkoły. Bill jeszcze nie wrócił, co dobrze wróżyło. Wzięłam się za przygotowywanie obiadu. Zostawiłam na chwilę gotujący się makaron i wyszłam na balkon zdjąć pranie. Układałam ubrania do kosza nagle dostając kamieniem w ramię, wyjrzałam zza ramy i zobaczyłam wysokiego bruneta. Uśmiechał się szeroko do mnie.
- Hej, pamiętasz mnie jeszcze?
- Tak...
- Co dziś robisz?
- Nie sądzę, że powinnam o tym tobie mówić... - sama nawet nie wiedziałam czemu to powiedziałam.
- Przydało by ci się trochę dyscypliny. - uśmiech zniknął z jego twarzy. - Masz szczęście, że jeszcze cię nie znam... ale niedługo poznam aż za bardzo. - przebiegły uśmieszek pojawił się ponownie.
- Kitty - usłyszałam dziecięcy głos Billiego za moimi plecami. Odwróciłam się do chłopca.
- Kiedy ty wróciłeś? - przykucnęłam naprzeciwko niego.
- Jakąś godzinę temu... miałem ostatni w-f i zasnąłem na kanapie. - otarł prawą rączką opuchnięte oko.
- Kto cię odprowadził do domu?
- Lilly
- Jaka Lilly?
- Twoja koleżanka.
- Bill, ja nie znam żadnej Lilly... Zresztą co ci mówiłam o rozmawianiu z obcymi?
- Ale ona mówiła, że się przyjaźnicie i że poprosiłaś ją by po mnie przyszła...
- To nic nie zmienia, przypominam ci, że jedynie ja, Bruke i Cindy możemy cię odbierać.
- Dobrze, ja nie chciałem...
- Wiem, że nie chciałeś. - przytuliłam go. - Idź na dół, zaraz przyjdę i dam ci obiad.
- Okay. - wyszedł z balkonu. - Kitty, z kim rozmawiałaś? - osłupiałam.
- Yyy z nikim... pewnie ci się wydawało... bo nie dawno wstałeś. - chłopiec wzruszył ramionami i zszedł na dół. Odwróciłam się i jeszcze spojrzałam czy tam stał Liam. Na szczęście nie było go, zdjęłam resztki prania i zeszłam do Billa na dół.
- Dzisiaj będzie spagehtti... - upuściłam koszyk na ziemię.
- Patrzcie nasz kujonek się spóźnił - krzyknięcie rozniosło się po całej sali i nagle wszystkie rozmowy ucichły. Wszyscy patrzyli na mnie szeptając.
- Odezwał się ten co nawet pierwszoklasistki nie wyrucha. - powiedziała blondynka z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Już nikt nie zwracał uwagi tylko śmiał się z chłopaka, który robił się coraz bardziej czerwony z wściekłości.
- Pożałujesz tego! - wstał i już chciał się na nią rzucić, lecz ktoś mocno go popchnął. To, że blondyn upadł nie było tak zaskakujące niż to, że siła popchnięcia przewiała go na drugą stronę sali. Przeniosłam wzrok ze Stana na wysokiego chłopaka, który go popchnął.
- Spróbuj podnieść rękę na jakąkolwiek dziewczynę w tej szkole lub w moim pobliżu, a poharatam ci tą robioną przez chirurga facjatę, że już żadna na ciebie nie spojrzy. - patrzył na niego z pogardą. Poszkodowany szybko się podniósł, a w jego oczach można było zobaczyć przerażenie usiadł w ławce i już się nie odzywał. Lecz wysokiego bruneta to jeszcze bardziej wkurzyło. Podszedł do niego i jedną ręką łapiąc go za koszulę podniósł go tak wysoko, aby ich wzrok był na tej samej równi.
- Teraz przeproś obie panie, buraku. - splunął mu w twarz. Nadal trzymając chłopaka w powietrzu odwrócił go w moją stronę.
- Przepraszam... - wyszeptał chłopak , był bliski płaczu.
- Głośniej! - wrzasnął zielonooki.
- Przepraszam. - powiedział już nie co głośniej. Następnie przekręcił go w stronę Ja
kie.
- Przepraszam. - powiedział już płacząc. Brunet go puścił i usiadł w ostatniej ławce obok Liamam, który nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi na to co się przed chwilą wydarzyło. Będąc jeszcze w wielkim szoku usiadłam obok Bruke, która tak samo jak ja nie potrafiła dojść do siebie. Stanley szybko się podniósł z podłogi i usiadł na swoim miejscu w ciszy.
- Przepraszam was za spóźnienie. - do sali weszła zadyszana nauczycielka i wszyscy nagle zapomnieli o całej sprawie. To co roku : jedni słuchaj, drudzy udają, że słuchają, trzeci zajmują się czymś całkiem innym. lekcje mimo wszystko zleciały szybko i zanim się obejrzysz już było blisko końca ostatniej godziny.
- Idziemy gdzieś po szkole? - spytała przyjaciółka.
- Okay, tylko wiesz, że najpóźniej mogę do 18
- Ech, wiem... W weekend miałam jechać do babci, ale przekonałam mamę, żebym ci pomogła. - uśmiechnęła się.
- Serio? Dziękuję ci bardzo.
- Nie mogę cię teraz zostawić w takiej sytuacji. - w szkole rozległ się dzwonek.
* * *
W 5 minut wróciłam do domu, zresztą jak się mieszka 2 przecznice od szkoły. Bill jeszcze nie wrócił, co dobrze wróżyło. Wzięłam się za przygotowywanie obiadu. Zostawiłam na chwilę gotujący się makaron i wyszłam na balkon zdjąć pranie. Układałam ubrania do kosza nagle dostając kamieniem w ramię, wyjrzałam zza ramy i zobaczyłam wysokiego bruneta. Uśmiechał się szeroko do mnie.
- Hej, pamiętasz mnie jeszcze?
- Tak...
- Co dziś robisz?
- Nie sądzę, że powinnam o tym tobie mówić... - sama nawet nie wiedziałam czemu to powiedziałam.
- Przydało by ci się trochę dyscypliny. - uśmiech zniknął z jego twarzy. - Masz szczęście, że jeszcze cię nie znam... ale niedługo poznam aż za bardzo. - przebiegły uśmieszek pojawił się ponownie.
- Kitty - usłyszałam dziecięcy głos Billiego za moimi plecami. Odwróciłam się do chłopca.
- Kiedy ty wróciłeś? - przykucnęłam naprzeciwko niego.
- Jakąś godzinę temu... miałem ostatni w-f i zasnąłem na kanapie. - otarł prawą rączką opuchnięte oko.
- Kto cię odprowadził do domu?
- Lilly
- Jaka Lilly?
- Twoja koleżanka.
- Bill, ja nie znam żadnej Lilly... Zresztą co ci mówiłam o rozmawianiu z obcymi?
- Ale ona mówiła, że się przyjaźnicie i że poprosiłaś ją by po mnie przyszła...
- To nic nie zmienia, przypominam ci, że jedynie ja, Bruke i Cindy możemy cię odbierać.
- Dobrze, ja nie chciałem...
- Wiem, że nie chciałeś. - przytuliłam go. - Idź na dół, zaraz przyjdę i dam ci obiad.
- Okay. - wyszedł z balkonu. - Kitty, z kim rozmawiałaś? - osłupiałam.
- Yyy z nikim... pewnie ci się wydawało... bo nie dawno wstałeś. - chłopiec wzruszył ramionami i zszedł na dół. Odwróciłam się i jeszcze spojrzałam czy tam stał Liam. Na szczęście nie było go, zdjęłam resztki prania i zeszłam do Billa na dół.
- Dzisiaj będzie spagehtti... - upuściłam koszyk na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz