środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 1

*Perspektywa Katherine*

Wyjmując z szkolnej szafki książki usłyszałam dzwonek. Sala biologiczna znajdowała się na drugim końcu korytarza, musiałam się spieszyć. Spuściłam wzrok na podłogę, by nie zwracać uwagi na wyśmiewające mnie spojrzenia innych uczniów. Przyspieszyłam kroku. Już byłam w połowie drogi, gdy nagle wszystkie książki wypadły mi z rąk, a ja sama nie upadłam na podłogę. Podniosłam wzrok i ujrzałam wysokiego chłopaka.
- Wszystko ok? - zaczął podnosić moje rzeczy nie spuszczając ze mnie wzroku. Schyliłam się i zaczęłam zbierać książki. 
- Tak, wszystko okej. - spojrzałam przez chwilę na niego i szybko wróciłam wzrokiem na książki. Chłopak podał mi książki i wyciągnął do mnie rękę.
- Liam. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam uścisk dłoni.
- Kitty. Przepraszam, ale śpieszę się. - chłopak pomógł mi wstać. Szybko ruszyłam nie odwracając wzroku. Byłam już pod drzwiami, odwróciłam się. Brunet nadal stał w tym samym miejscu patrząc się na mnie i szeroko uśmiechając się. Pomachałam mu i weszłam do klasy. Na szczęście nie było jeszcze nauczycielki i wszyscy byli pochłonięci sobą, nawet nie zauważając, że weszłam do klasy. Wzrokiem wyszukałam Bruke i szybki krokiem ruszyłam w jej stronę.
- Patrzcie nasz kujonek się spóźnił - krzyknięcie rozniosło się po całej sali i nagle wszystkie rozmowy ucichły. Wszyscy patrzyli na mnie szeptając.
- Odezwał się ten co nawet pierwszoklasistki nie wyrucha. - powiedziała blondynka z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Już nikt nie zwracał uwagi tylko śmiał się z chłopaka, który robił się coraz bardziej czerwony z wściekłości.
- Pożałujesz tego! - wstał i już chciał się na nią rzucić, lecz ktoś mocno go popchnął. To, że blondyn upadł nie było tak zaskakujące niż to, że siła popchnięcia przewiała go na drugą stronę sali. Przeniosłam wzrok ze Stana na wysokiego chłopaka, który go popchnął.
- Spróbuj podnieść rękę na jakąkolwiek dziewczynę w tej szkole lub w moim pobliżu, a poharatam ci tą robioną przez chirurga facjatę, że już żadna na ciebie nie spojrzy. - patrzył na niego z pogardą. Poszkodowany szybko się podniósł, a w jego oczach można było zobaczyć przerażenie usiadł w ławce i już się nie odzywał. Lecz wysokiego bruneta to jeszcze bardziej wkurzyło. Podszedł do niego i jedną ręką łapiąc go za koszulę podniósł go tak wysoko, aby ich wzrok był na tej samej równi.
- Teraz przeproś obie panie, buraku. - splunął mu w twarz. Nadal trzymając chłopaka w powietrzu odwrócił go w moją stronę.
- Przepraszam... - wyszeptał chłopak , był bliski płaczu.
- Głośniej! - wrzasnął zielonooki.
- Przepraszam. - powiedział już nie co głośniej. Następnie przekręcił go w stronę Ja
kie.
- Przepraszam. - powiedział już płacząc. Brunet go puścił i usiadł w ostatniej ławce obok Liamam, który nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi na to co się przed chwilą wydarzyło. Będąc jeszcze w wielkim szoku usiadłam obok Bruke, która tak samo jak ja nie potrafiła dojść do siebie. Stanley szybko się podniósł z podłogi i usiadł na swoim miejscu w ciszy.
- Przepraszam was za spóźnienie. - do sali weszła zadyszana nauczycielka i wszyscy nagle zapomnieli o całej sprawie. To co roku : jedni słuchaj, drudzy udają, że słuchają, trzeci zajmują się czymś całkiem innym. lekcje mimo wszystko zleciały szybko i zanim się obejrzysz już było blisko końca ostatniej godziny.
- Idziemy gdzieś po szkole? - spytała przyjaciółka.
- Okay, tylko wiesz, że najpóźniej mogę do 18
- Ech, wiem... W weekend miałam jechać do babci, ale przekonałam mamę, żebym ci pomogła. - uśmiechnęła się.
- Serio? Dziękuję ci bardzo.
- Nie mogę cię teraz zostawić w takiej sytuacji. - w szkole rozległ się dzwonek.
* * *
W 5 minut wróciłam do domu, zresztą jak się mieszka 2 przecznice od szkoły. Bill jeszcze nie wrócił, co dobrze wróżyło. Wzięłam się za przygotowywanie obiadu. Zostawiłam na chwilę gotujący się makaron i wyszłam na balkon zdjąć pranie. Układałam ubrania do kosza nagle dostając kamieniem w ramię, wyjrzałam zza ramy i zobaczyłam wysokiego bruneta. Uśmiechał się szeroko do mnie.
- Hej, pamiętasz mnie jeszcze?
- Tak...
- Co dziś robisz?
- Nie sądzę, że powinnam o tym tobie mówić... - sama nawet nie wiedziałam czemu to powiedziałam.
- Przydało by ci się trochę dyscypliny. - uśmiech zniknął z jego twarzy. - Masz szczęście, że jeszcze cię nie znam... ale niedługo poznam aż za bardzo. - przebiegły uśmieszek pojawił się ponownie.
- Kitty - usłyszałam dziecięcy głos Billiego za moimi plecami. Odwróciłam się do chłopca.
- Kiedy ty wróciłeś? - przykucnęłam naprzeciwko niego.
- Jakąś godzinę temu... miałem ostatni w-f i zasnąłem na kanapie. - otarł prawą rączką opuchnięte oko.
- Kto cię odprowadził do domu?
- Lilly
- Jaka Lilly?
- Twoja koleżanka.
- Bill, ja nie znam żadnej Lilly... Zresztą co ci mówiłam o rozmawianiu z obcymi?
- Ale ona mówiła, że się przyjaźnicie i że poprosiłaś ją by po mnie przyszła...
- To nic nie zmienia, przypominam ci, że jedynie ja, Bruke i Cindy możemy cię odbierać.
- Dobrze, ja nie chciałem...
- Wiem, że nie chciałeś. - przytuliłam go. - Idź na dół, zaraz przyjdę i dam ci obiad.
- Okay. - wyszedł z balkonu. - Kitty, z kim rozmawiałaś? - osłupiałam.
- Yyy z nikim... pewnie ci się wydawało... bo nie dawno wstałeś. - chłopiec wzruszył ramionami i zszedł na dół. Odwróciłam się i jeszcze spojrzałam czy tam stał Liam. Na szczęście nie było go, zdjęłam resztki prania i zeszłam do Billa na dół.
- Dzisiaj będzie spagehtti... - upuściłam koszyk na ziemię.

niedziela, 2 lutego 2014

Prolog

*Perspektywa Jacqueline*

Czułam jak jedwabista pościel zsuwa się powoli ze mnie w prawą stronę. Leniwie podniosłam ciężkie od niewyspania powieki przekręcając głowę na prawo. Ujrzałam uśmiechniętą blondynkę, która najwyraźniej czerpała radość z denerwowania mnie. Przyjrzałam się bardziej zauważając zza jej pleców identyczną jak ona blondwłosą dziewczynę równie rozbawioną jak jej bliźniaczka. 
- Przyrzekam, że jeśli w tej chwili nie dacie mi spokój, w pierwszy dzień szkoły pójdziecie z pół ogolonymi głowami. - syknęłam, choć przez moje zmęczenie wyszło to z moich ust trochę niewyraźnie. Na ich twarzach momentalnie pojawiło się przerażenie i puściły moją pościel w kolorze nadmorskich muszelek.
- Mama powiedziała, że masz być za pół godziny na dole, bo inaczej spóźnisz się na pierwszy dzień do szkoły, co równa się 5-dniową karą na telewizję. - uśmiechnęła się przebiegle Zoe. 
- Będę za równe pół godziny i ani minuty dłużej, jeśli w tej chwili wyniesiecie się z mojego pokoju. - już można było usłyszeć w moim głosie poirytowanie, gdyż z każdą chwilą miałam większą ochotę zabicia ich, co powodowało wracanie do sił po niewyspaniu. Bliźniaczki w końcu wyszły. Podniosłam się z wygodnego i aż proszącego o pozostanie w nim dłużej łóżka, skierowałam się do dużej garderoby w celu wybrania czegoś na nieszczęsny pierwszy dzień w szkole. Postawiłam na prostotę wybierając granatową spódniczkę, wkasując do niej białą bluzkę z lekko wyblakłym napisem do reszty dodałam czerwono-białą baseballówkę i czarny plecak. Wzięłam ciuchy w rękę idąc do łazienki. Zmyłam zmęczenie z mojej twarzy opukując ją zimną wodą i odświeżyłam mój oddech myjąc zęby. Nałożyłam krem BB, pomalowałam i lekko podkręciłam rzęsy, nałożyłam pomadkę na usta i zaczęłam się ubierać. Popsikałam się lekko perfumami Delicious kierując się w stronę schodów. Na dole wszyscy już siedzieli przy stole, wszyscy oprócz, jak zwykle taty. Usiadłam do stołu z chęcią chcą sobie nałożyć gofra, lecz ręka mojej mamy odsunęła ode mnie talerz z górą gofrów.
- Powinnaś dbać o swój organizm, w końcu jesteś kapitanem czirliderek. Zjedz jabłko. - wskazała na dużą miskę z owocami. Wywróciłam oczami na jej bezsensowne uwagi, nawet nie wie jak bardzo nie chcę być czirliderką, a co dopiero ich kapitanem. Wzięłam jabłko jak najszybciej wychodząc z domu egoistów. Otworzyłam garaż z moim czarnym porsche. Odblokowałam drzwi auta wrzucając na tylne siedzenie plecak. Podłączyłam iPoda włączając moją ulubioną playlistę. Wyjechałam z domowego podjazdu jadąc w stronę domu mojej przyjaciółki. Pokonując pięć przecznic znalazłam się pod domem Marilyn. Drzwi frontowe się uchyliły i wyszła zza nich niewielka postać z brązowymi długimi włosami i dołeczkami idealnie pasującymi do jej uśmiechu. 
- Hej Jakie! - krzyknęła swym śpiewnym głosem. Wsiadała do samochodu rzucając swoją torbę obok mojego plecaka. - Podekscytowana pierwszym dniem szkoły? - uśmiechnęła się. Spojrzałam na nią wzrokiem "czy to są jakieś żarty? gdzie ukryta kamera?" na co brązowowłosa zachichotała. Obydwie dobrze wiedziałyśmy, że szkołę tylko i wyłącznie traktuję jako schronienie przed spędzeniem całego dnia z moją snobistyczną rodziną, którym liczba cyfr na koncie rodzinnym poprzewracała w łbach. Jedynym normalnym w tej rodzinie był mój ojciec, z którym miałam najlepszy kontakt choć rzadko bywał w domu ze względu na pracę, która zabierała mu cały swój wolny czas.

Wjechałyśmy z Jakie na parking szkolny wypełniony ludźmi ze szkoły podzielonymi na grupy. Podeszłyśmy do najliczniejszej grupy w szkole. Każdy nowy myśli, że jak jest duża to łatwo się do niej dostać, ale to nie prawda. Zwykle do tej grupy należą osoby bogate lub małe wyjątki takie jak niektóre czirliderki i niektórzy sportowcy. Sama nawet nie pamiętam jak ja się znalazłam w takiej grupie... a tak, przecież moja rodzina od pokoleń myła się pieniędzmi za swoje sławne nazwisko. Jestem spokrewniona chyba ze wszystkimi istniejącymi celebrytami i gwiazdami. Już powinnam dostawać kasę za to, że żyję.
- Jakie! Tęskniłaś za mną przez wakacje? - ręka Stana objęła moje ramiona. Nie ma nikogo bardziej irytującego niż ten chłopak. Swoje zaloty okazuje do każdej czirliderki, a najmłodsze są jego największymi ofiarami.
- Wiesz... śniłeś mi się codziennie... - szeroki uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka. - Umierałeś. - z twarzy chłopaka znikną uśmiech. Zdjęłam jego rękę ze swojego ramienia. Przywitałam się ze wszystkimi i podeszłam do Roberta. Jest on jedyną osobą oprócz Marilyn, którą lubię. Zawsze był moim obrońcom i dzięki mnie chodzi z Marilyn. Objęłam chłopaka wokół talii, co on odwzajemnił uściskiem prawie dusząc mnie.
- Rob... dusisz mnie... - wykrztusiłam resztkami sił. Chłopak od razu mnie puściła i przeprosił. Uśmiechnął się ukazując swoje białe zęby, które stawały się bardziej bielsze kontrastując z jego czekoladowo-mleczną skórą. Oparłam się o czarnego pick-upa rozglądając się po parkingu w celu zobaczenia pierwszaków. Moją uwagę przykuł wysoki brunet nie wyglądał na pierwszaka. Szturchnęłam czarnoskórego przyjaciela łokciem.
- O co chodzi? - spytał odwracając głowę w moją stronę.
- Wiesz kto to jest? - kiwnęłam głową w stronę wysokiego brunet następnie podnosząc wzrok na Roberta.
- To ten nowy z wymiany narodowej. Powinien z nim być jeszcze jeden.
- Z którym kujonem się wymienił?
- Z Arthurem i Chancem.
- Nie wygląd na kujona...
- Podobno przysłali ich, bo już nie mogli wytrzymać z nimi, a wyrzucić ich nie mogli, bo źle by to się skończyło dla szkoły i nauczycieli.
- Co jeszcze wiesz?
- Że on i jego kolega mają przejść do waszej klasy. - przytaknęłam. Rob wrócił do rozmowy z Marilyn zanim im niegrzecznie przerwałam. Przyglądałam się chłopaku po chwili doszedł do niego również wysoki chłopak z ciemnoblond włosami. Najwyraźniej zauważyli, że przyglądam się im od dłuższego czas, gdyż spojrzeli w moją stronę. Odwróciłam głowę w stronę Roba udając, że jestem pochłonięta rozmową z nimi. Kątem oka zobaczyłam, że brunet nadal się mi przygląda z przebiegłym uśmiechem, lecz zaraz odwrócił się w stronę kolegi i razem z nim wszedł do szkoły. Rozszedł się donośny dźwięk szkolnego dzwonka.


Jeśli chcecie mieć ze mną kontakt napiszcie w komentarzu :)

sobota, 1 lutego 2014

Bohaterowie

Jacqueline "Jakie" Georgia Prady

Katherine "Kitty" Margaret Lorre

Harry Edward Styles


Liam James Payne